Republika, Republika marzeń, Republika, oto czego pragnę...
Dziwny jest umysł człowieka. Gdy ogarnia go cisza informacyjna, gdy brakuje mu pewności tego, co się dzieje, gdy po prostu czegoś nie wie, to...
No właśnie. Z reguły się boi. Po prostu. Najlepszym przykładem jest kosmos i obcy. My się boimy kosmitów, bo nic o tym nie wiemy.
Oczywiście mamy racjonalny umysł. "Przecież to niemożliwe, nie ma się czym martwić". Jasne. Szkoda tylko że nie wszystkie rzeczy są takie jak kosmici.
W ziemskich sprawach pojawiają się sytuacje, gdy brak informacji jest najgorszą rzeczą, jaka może spotkać. No bo daje nadzieję i jednocześnie strach. No bo jeśli nie masz aktualnych argumentów na którąś ze stron, to zaczynasz przeinaczać to co było kiedyś i... Zaczynasz się kręcić bez sensu. Chaos robi się większy, niż w momencie, gdy wokół Ciebie jest za dużo informacji.
Najgorsze jest to, że czasem ludzie nie potrafią sobie z tym poradzić. Zamiast ustąpić, uzbroić się w cierpliwość, nie zastanawiać się nad czymś czego i tak teraz nie zmienią, uparcie o tym myślą i nakręcają się. Zaczynają świrować, przestają racjonalnie myśleć, i giną we własnych myślach.
Umysł człowieka jest potężny. Jednak jego nieograniczone możliwości mogą być niebezpieczne. Może właśnie tak powstaje schizofrenia? (nie jestem lekarzem, nie wiem. To tylko rozważania :P)
No ale patrzcie. Człowiek, gdy za bardzo się nakręci, przestaje panować nad tym, o czym myśli. Po takim nawale myśli nie potrafi już odczepić się tak łatwo od jakiegoś tematu. Zaczyna uruchamiać jakby drugi tor myślowy i walczy z tym pierwszym.
Rozpoczyna się wielka walka. Trzeba jednak uważać. Zła taktyka, nieodpowiednia strategia może doprowadzić do czegoś, co ostatecznie odbije się na zdrowiu psychicznym. Nie możemy przecież walczyć za długo z samym sobą, bo w pewnym momencie stracimy możliwość pogodzenia obu stron, obu obozów myślowych. I co wtedy? Zaczynamy nienawidzić samego siebie, zmuszamy się, bijemy jeszcze bardziej. Gdy wydaje nam się, że jedna strona już wygrała, druga się znowu odradza.
Myślę że możemy wybrać dwie strategie.
Wojna błyskawiczna - po prostu zniszczyć te złe myśli. Trzeba użyć dużo siły woli, no i zrobić to na tyle wcześnie, żeby nie mieć wątpliwości co do wygranej. Trzeba zniszczyć to, co nas męczy zanim nas zacznie męczyć. Musimy po prostu uważać i panować nad sobą.
Pertraktacje dyplomatyczne - gdy już za późno, by ostatecznie zniszczyć drugą stronę za pomocą walki, trzeba objąć inną taktykę. Zaakceptować, rozważyć, uznać że to jest bez sensu, zmienić decyzję drugiej strony tak, by pokrywała się z pierwszą i ponownie zescalić. W ten sposób nasze myśli znów staną się jedną spójną całością.
Ciekawe, nie? Ale zamiast walczyć z takimi problemami można jeszcze się ich wystrzegać. Jak?
Po prostu nie nakręcać się na problemy, których jeszcze nie ma. Nie martwić się na zapas. I mieć w kieszeni inne cele, które będziemy realizować. Zawsze mieć zapas myśli, które dadzą nam szczęście, spokój, szansę rozwoju i pożytek. Bo po co mamy się załamywać, cofać i tracić zdrowie, skoro możemy cierpliwie poczekać na nowe informacje i zająć się tym, co da nam jakiś skutek, korzyść czy po prostu pożytek.
:)
Republika, Republika Marzeń, Republika, oto czego pragnę! :)
sobota, 10 lipca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)