(Do przepisania)
Temat: W niewoli schematów – omów sposób kreowania obrazu uczniów w Ferdydurke, zwróć uwagę na postać narratora i język bohaterów. Analizując podany fragment, wykorzystaj znajomość powieści Witolda Gombrowicza.
Schematy – forma, w jaką wrzuca się każdą treść, nadając często jej zupełnie inne znaczenie. Tak samo jak wiersz o brzydocie może stać się pięknym dzięki wspaniałemu językowi, tak samo dorośli ludzie mogą stać się dziecinnymi, niewinnymi uczniami przy odpowiednim wychowaniu.
W podanym fragmencie awangardowej opowieści z okresu międzywojennego ta absurdalna prawda ukazana jest w zabawny, równie karykaturalny i absurdalny sposób. Gombrowicz w swojej powieści ukazuje nam niecodzienne wnioski z obserwacji świata w niezwykły, jednocześnie komedialny i dający do myślenia sposób. W tym fragmencie widzimy, jak bardzo duży wpływ na zachowanie jednostki ma otoczenie.
Narratorem i jednocześnie głównym bohaterem powieści jest Józio, trzydziestoletni człowiek szukający swojego miejsca na świecie, który zaczyna rozumieć swoją dorosłość i postanowił napisać o tym książkę. Józio przede wszystkim próbuje wyzbyć się schematu, formy, która na nim ciąży. W niewyjaśniony sposób zostaje jednak wciągnięty w rzeczywistość, gdzie forma zostaje do niego przybita niezależnie od jego woli, bez jakichkolwiek szans na sprzeciw. Pimka, groteskowy belfer porywa go do szkoły, z „trzydziestka” robiąc go siedemnastoletnim uczniem. Bohater uznaje to za absolutny absurd i próbuje na wszystkie sposoby uciec od nowej rzeczywistości. Jednak otaczający go ludzie, uczniowie szkoły, są równie groteskowi jak cała sytuacja, która zaszła. Wielu z nich popada w jedne „szkolne schematy” próbując wyrwać się z innych. Podsycani przez nauczycieli, głównie przez Pimkę, robią wszystko by uciec od przylepionej im łaty „niewinnych”, w istocie stając się coraz bardziej niewinną młodzieżą. Wśród uczniów Józio dostrzega wszystkie charakterystyczne formy stworzone przez system szkolnictwa – kujonów, młodych buntowników oraz ich przeciwników. Jedni przyjmują z góry narzucony im styl, inni buntując się przeciwko wpadają w drugi stereotyp ucznia. Jedynie jedna osoba jest jakby obok, trzyma się poza tą całą farsą. Większość jednak pokazuje typowy szkolny obrazek, jakże podobny do tego, co można nawet dziś zobaczyć w podstawówkach i gimnazjach. Młodzi ludzie są zafascynowani wszystkim tym, co oficjalnie jest niedostępne i zakazane (np. seksualnością). Mając na względzie świadomość faktu, że są obserwowani przez nauczycieli starają się z jednej strony denerwują się na widok „wizytatora”, z drugiej zaś strony robią wszystko, by wyłamać się od schematów niewinności, używają wulgaryzmów, biją się, uważając to za dowód dorosłości. Z tego powodu powstają też dwa „ugrupowania”, zbierające się wokół dwóch przeciwników, Miętusa i Syfona.
Cała sytuacja ukazana jest z zachowaniem wszystkich szkolnych schematów. Typowa bójka odbywa się na typowym szkolnym podwórzu podczas typowej przerwy w typowej szkole. Uczniowie, korzystający z przezwisk zamiast imion, posługują się udawanym, poważnym językiem, głosząc swoje szczytne idee. Wszystko to zatopione jest w grotesce, parodiującej faktyczny wizerunek szkolnego podwórka. Przeciwko „chłopakom” stają „chłopięta”. Używany wulgarny język „chłopaków”, mający udowodnić dorosłość w efekcie pogrąża ich we własnej niewinności. Tak samo wcześniej tworzenie własnego języka z połączenia rodzimych wyrazów z łacińskimi końcówkami. Wszystko to, w najbardziej dramatycznych momentach zamknięte w teatralny sposób opisu sytuacji, buduje przed nami wspaniałą parodię prawdziwego świata, ukazując choćby to, że im bardziej ucieka się od schematów, tym bardziej się w nie popada.
Gombrowicz świetnie pokazuje przykład praktycznego istnienia narzucanej formy, o której pisze w następnych rozdziałach. Uczniowie po prostu popadają w schematy, próbując z nich za wszelką cenę uciekać. Groteskowo przedstawiona sytuacja bez wyjścia dla uczniów ukazuje, jak łatwo jest narzucić człowiekowi pewny sposób zachowania. Pokazuje nam, jak w rzeczywistości, wbrew temu, co mówimy, dążymy do schematów, które są nam narzucane.
______________________
Człowiek powinien pisać tak, jakim się czuje. Człowiek staję się takim, jakim się na pisze… Tylko czemu w szkole wymaga się od nas pisania oczywistości? Rzeczy, które się po prostu widzi, o których się wie? Na szczęście zawsze można złamać jakąś zasadę i napisać coś od czapy! Niech żyje Ciastko z Kremem!
poniedziałek, 18 stycznia 2010
piątek, 15 stycznia 2010
Absurd w około
Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego dnia w rzeczywistości wyjętej prosto z dość popularnej z wiadomych powodów "Ferdydurke".
Dużo się zmieniło? Myślę że nie. Otaczający nas świat zmierza w kierunku przeciwnym do normalności. Forma staje się treścią, a treść przestaje mieć znaczenie. Świat depcze wszelkie idee, a ludziom wyznającym takowe coś pokazuje dosadnie, że to nie ma sensu.
Żyjemy w świecie, gdzie w zasadzie nic nie ma wartości. No bo co? Bóg? Powiedzą Ci, że nie istnieje. Człowiek? Daj spokój, pobiją, zgwałcą, wykorzystają, ogołocą z środków do życia i porzucą. Idee? Są tylko po to, by na ich gruzach budować kolejny system... A może system? Ten, który chwaląc indywidualność wszystkich robi takimi samymi. Ten, który wspierając rozwój łamie wszelkie zasady. Ten, który dając ogromną ilość przyjemności zabiera ostatnie resztki radości z życia.
System niszczy. Niszczy ludzi. Od środka. Sprowadza na ziemię wszelkie wzniosłe idee z pomocą całej armii absurdu. Wspierając rozwój niszczy chęć do rozwoju.
No np. taka szkoła. Zamiast skupić się na rozwoju umiejętności, które mają jakąkolwiek wartość, zamiast wspierać samodoskonalenie, skupia się na programie. Programie przeładowanym, wypełnionym zbędnym gównem, które często sprowadza się wyłącznie do komplikowania i tak niełatwego życia dorastającym ludziom. Zamiast kształcić logiczne myślenie, łopatami ładuje się zbędną wiedzę na parę dni, byle zdać. I zapomnieć. No i co z tego przyszło?
Otaczający nas ludzie to z reguły kompletni kretyni (przepraszam, jeśli kogoś uraziłem). Żyjemy w świecie pełnym idiotycznych plastikowych lalek sterowanych przez internet, telewizor i billbordy. Świat w zasadzie nielepszy od jakiegoś matrixa. Wszyscy jesteśmy elementami wielkiego organizmu, gigantycznej maszyny napędzanej przez petrodolary i inne zielone...
I nawet nie można się sprzeciwiać. No bo komu? Telewizorowi? No ok, można go nie mieć, a wtedy wszyscy wokół wyśmieją. Można się odwrócić, iść przed siebie, ale w końcu zostanie się samym. A to jest najgorsze.
Gdy czytamy (chyba nigdy z własnej woli) literaturę piękną, gdzie jednostka próbuje przeciwstawić się systemowi, prawie zawsze widzimy tam samotność i szaleństwo. I pewnie gdyby nie nadmierne systemowe owijanie w bawełnę tego, co każdy może po prostu zrozumieć z czytanego tekstu można by na prawdę polubić te wszystkie książki, są takie prawdziwe. Jak jeden na 20 demotywatorów. Trafi się taka perełka, która po prostu demotywuje - ukazuje wszystkie wady świata wokół czterema słowami i prostą grafiką.
Więc po co żyć?
Żeby pokazać, że i tak się da. Znaleźć sobie kilku innych ideowców, chwalić te swoje idee i się nie poddawać. Iść przed siebie z podniesioną głową, nie przejmować się tym, że wszyscy Cię wytykają palcem, że jesteś kolorem w szarym tłumie.
Bo rezygnacja z marzeń to koniec życia - przestajesz być człowiekiem, a stajesz się po prostu trybikiem maszyny polityczno-militarno-medialno-społecznej.
Dużo się zmieniło? Myślę że nie. Otaczający nas świat zmierza w kierunku przeciwnym do normalności. Forma staje się treścią, a treść przestaje mieć znaczenie. Świat depcze wszelkie idee, a ludziom wyznającym takowe coś pokazuje dosadnie, że to nie ma sensu.
Żyjemy w świecie, gdzie w zasadzie nic nie ma wartości. No bo co? Bóg? Powiedzą Ci, że nie istnieje. Człowiek? Daj spokój, pobiją, zgwałcą, wykorzystają, ogołocą z środków do życia i porzucą. Idee? Są tylko po to, by na ich gruzach budować kolejny system... A może system? Ten, który chwaląc indywidualność wszystkich robi takimi samymi. Ten, który wspierając rozwój łamie wszelkie zasady. Ten, który dając ogromną ilość przyjemności zabiera ostatnie resztki radości z życia.
System niszczy. Niszczy ludzi. Od środka. Sprowadza na ziemię wszelkie wzniosłe idee z pomocą całej armii absurdu. Wspierając rozwój niszczy chęć do rozwoju.
No np. taka szkoła. Zamiast skupić się na rozwoju umiejętności, które mają jakąkolwiek wartość, zamiast wspierać samodoskonalenie, skupia się na programie. Programie przeładowanym, wypełnionym zbędnym gównem, które często sprowadza się wyłącznie do komplikowania i tak niełatwego życia dorastającym ludziom. Zamiast kształcić logiczne myślenie, łopatami ładuje się zbędną wiedzę na parę dni, byle zdać. I zapomnieć. No i co z tego przyszło?
Otaczający nas ludzie to z reguły kompletni kretyni (przepraszam, jeśli kogoś uraziłem). Żyjemy w świecie pełnym idiotycznych plastikowych lalek sterowanych przez internet, telewizor i billbordy. Świat w zasadzie nielepszy od jakiegoś matrixa. Wszyscy jesteśmy elementami wielkiego organizmu, gigantycznej maszyny napędzanej przez petrodolary i inne zielone...
I nawet nie można się sprzeciwiać. No bo komu? Telewizorowi? No ok, można go nie mieć, a wtedy wszyscy wokół wyśmieją. Można się odwrócić, iść przed siebie, ale w końcu zostanie się samym. A to jest najgorsze.
Gdy czytamy (chyba nigdy z własnej woli) literaturę piękną, gdzie jednostka próbuje przeciwstawić się systemowi, prawie zawsze widzimy tam samotność i szaleństwo. I pewnie gdyby nie nadmierne systemowe owijanie w bawełnę tego, co każdy może po prostu zrozumieć z czytanego tekstu można by na prawdę polubić te wszystkie książki, są takie prawdziwe. Jak jeden na 20 demotywatorów. Trafi się taka perełka, która po prostu demotywuje - ukazuje wszystkie wady świata wokół czterema słowami i prostą grafiką.
Więc po co żyć?
Żeby pokazać, że i tak się da. Znaleźć sobie kilku innych ideowców, chwalić te swoje idee i się nie poddawać. Iść przed siebie z podniesioną głową, nie przejmować się tym, że wszyscy Cię wytykają palcem, że jesteś kolorem w szarym tłumie.
Bo rezygnacja z marzeń to koniec życia - przestajesz być człowiekiem, a stajesz się po prostu trybikiem maszyny polityczno-militarno-medialno-społecznej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)