poniedziałek, 4 października 2010

Zatracenie

Nadmiar informacji, w połączeniu z...

eee, nie ważne. Lepiej wyruszyć na kolejny górski szlak...

środa, 18 sierpnia 2010

Henry David Thoreau

* Moim przyjacielem jest ten, kto lubi mnie za to, jaki jestem.
* Natomiast Ty, lepiej zamiast miłości, zamiast pieniędzy, wiary. Zamiast sławy czy szczerości. Daj mi prawdę.
* Chciałbym, ażeby każdy z wielkim staraniem wybrał własną drogę i szedł naprzód właśnie nią, zamiast drogą ojca, matki czy sąsiada.
* Język przyjaźni to nie słowa, lecz treści.
* Możemy odrobinę mniej troszczyć się o samych siebie, odrobinę zaś bardziej uczciwie o innych.
* Wszystko, co mogę zrobić dla mojego przyjaciela, to po prostu być jego przyjacielem. Nie mam bogactwa, którym mógłbym go obdarzyć. Jeśli będzie wiedział, że jestem szczęśliwy mogąc go kochać, nie będzie pragnął żadnej innej nagrody.
* Rzeczy się nie zmieniają. Zmieniamy się my.
* Zrobić cokolwiek, by zarobić tylko pieniądze, to znaczy w istocie nie zrobić nic, albo jeszcze gorzej.
* Zdobywszy to, co potrzebne do życia, może jednak dokonać innego wyboru niż zdobywanie nadmiaru, może się teraz zdobyć na odwagę i żyć, może zacząć wakacje i zaniechać bardziej upokarzającej harówki.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Rozum, a kobieta

Tak.

Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Dlaczego?

Bo kobiety nie da się zrozumieć. Tak. Do takiego wniosku dochodzę.




Ktoś kiedyś powiedział "Kobiet się nie rozumie. Kobiety się kocha.".

Chyba mu muszę przyznać rację. Są takie sytuacje, kiedy rozum po prostu wysiada. Ale myślę, że to nie powód, żeby rezygnować, załamywać się, tracić wiarę i świrować.

Kto inny powiedział, że "jak kocha, to poczeka".

Jaki z tego wniosek? Jak kochasz kobietę, to będziesz musiał uzbroić się w dużą ilość cierpliwości. Bo nigdy jej nie zrozumiesz, ale zawsze będziesz do niej tęsknił.

Ot to, cała filozofia. :)

sobota, 10 lipca 2010

O stefanie...

Republika, Republika marzeń, Republika, oto czego pragnę...

Dziwny jest umysł człowieka. Gdy ogarnia go cisza informacyjna, gdy brakuje mu pewności tego, co się dzieje, gdy po prostu czegoś nie wie, to...

No właśnie. Z reguły się boi. Po prostu. Najlepszym przykładem jest kosmos i obcy. My się boimy kosmitów, bo nic o tym nie wiemy.

Oczywiście mamy racjonalny umysł. "Przecież to niemożliwe, nie ma się czym martwić". Jasne. Szkoda tylko że nie wszystkie rzeczy są takie jak kosmici.

W ziemskich sprawach pojawiają się sytuacje, gdy brak informacji jest najgorszą rzeczą, jaka może spotkać. No bo daje nadzieję i jednocześnie strach. No bo jeśli nie masz aktualnych argumentów na którąś ze stron, to zaczynasz przeinaczać to co było kiedyś i... Zaczynasz się kręcić bez sensu. Chaos robi się większy, niż w momencie, gdy wokół Ciebie jest za dużo informacji.

Najgorsze jest to, że czasem ludzie nie potrafią sobie z tym poradzić. Zamiast ustąpić, uzbroić się w cierpliwość, nie zastanawiać się nad czymś czego i tak teraz nie zmienią, uparcie o tym myślą i nakręcają się. Zaczynają świrować, przestają racjonalnie myśleć, i giną we własnych myślach.

Umysł człowieka jest potężny. Jednak jego nieograniczone możliwości mogą być niebezpieczne. Może właśnie tak powstaje schizofrenia? (nie jestem lekarzem, nie wiem. To tylko rozważania :P)

No ale patrzcie. Człowiek, gdy za bardzo się nakręci, przestaje panować nad tym, o czym myśli. Po takim nawale myśli nie potrafi już odczepić się tak łatwo od jakiegoś tematu. Zaczyna uruchamiać jakby drugi tor myślowy i walczy z tym pierwszym.

Rozpoczyna się wielka walka. Trzeba jednak uważać. Zła taktyka, nieodpowiednia strategia może doprowadzić do czegoś, co ostatecznie odbije się na zdrowiu psychicznym. Nie możemy przecież walczyć za długo z samym sobą, bo w pewnym momencie stracimy możliwość pogodzenia obu stron, obu obozów myślowych. I co wtedy? Zaczynamy nienawidzić samego siebie, zmuszamy się, bijemy jeszcze bardziej. Gdy wydaje nam się, że jedna strona już wygrała, druga się znowu odradza.

Myślę że możemy wybrać dwie strategie.

Wojna błyskawiczna - po prostu zniszczyć te złe myśli. Trzeba użyć dużo siły woli, no i zrobić to na tyle wcześnie, żeby nie mieć wątpliwości co do wygranej. Trzeba zniszczyć to, co nas męczy zanim nas zacznie męczyć. Musimy po prostu uważać i panować nad sobą.

Pertraktacje dyplomatyczne - gdy już za późno, by ostatecznie zniszczyć drugą stronę za pomocą walki, trzeba objąć inną taktykę. Zaakceptować, rozważyć, uznać że to jest bez sensu, zmienić decyzję drugiej strony tak, by pokrywała się z pierwszą i ponownie zescalić. W ten sposób nasze myśli znów staną się jedną spójną całością.

Ciekawe, nie? Ale zamiast walczyć z takimi problemami można jeszcze się ich wystrzegać. Jak?

Po prostu nie nakręcać się na problemy, których jeszcze nie ma. Nie martwić się na zapas. I mieć w kieszeni inne cele, które będziemy realizować. Zawsze mieć zapas myśli, które dadzą nam szczęście, spokój, szansę rozwoju i pożytek. Bo po co mamy się załamywać, cofać i tracić zdrowie, skoro możemy cierpliwie poczekać na nowe informacje i zająć się tym, co da nam jakiś skutek, korzyść czy po prostu pożytek.

:)

Republika, Republika Marzeń, Republika, oto czego pragnę! :)

poniedziałek, 31 maja 2010

Ze wkurzenia...

(Bo tytuły nie muszą być po polsku)

Tak. Uważam, że przeważająca ilość ludzi jest głupia. Szczególnie zapita. Jest żałosna. I uważa, że to jest śmieszne. Że to jest zabawne... A to jest żałosne...


Taka refleksja... W sumie nie wiem, czemu tutaj. Ale na blogu z opowiadaniami nie pasuje. Więc jest tutaj. No i...

Tak, uważam, że upite dziewczyny to zło. I uważam, że alkohol to chyba spore gówno w mózgu...

Swoją drogą - wiecie że od nadmiaru Tigera/RedBulla/Innego Świństwa można dostać amnezji? Gitarzysta z zespołu znajomego zapomniał, jak się gra. Więcej do ust tego nie wezmę, chyba że na prawdę będę miał powód. (tak, to była dygresja :P)

I będę pisał dalej. Słucham jazzu na uspokojenie, odbudowuję sobie w głowie rzeczywistość i patrzę na wspaniałe zdjęcia (w tym momencie uśmiech na twarzy). Wiecie jak bardzo można być szczęśliwym? :P

Ale wracając do tematu - uważam że człowiek pod wpływem pewnych czynników zaczyna gubić pewne wartości i zasady... i w ogóle... Zresztą. Niektórzy mają to we krwi. Ooo, jak irytujący jest postęp cywilizacyjny, dający względną anonimowość pozwala na podszywanie się pod kogoś bez szczególnego zaznaczania tego, że jest się kimś innym. I jak wielką przyjemność niektórym sprawia wnikanie w czyjąś prywatność, zaglądanie do zamkniętej dla świata strefy i wlewanie tam gnoju swoich żałosnych żartów...

Przepraszam, po prostu uważam, że żartem jest coś, co nikogo nie uraża. Kiedy ktoś w ten sposób narusza pewne fundamenty pojmowania określonych zjawisk, jego żart przestaje być smaczny - i w efekcie budzi co prawda śmiech, ale śmiech żałosny. Śmiech, w którym objawia się totalne poniżenie, w którym ktoś wyśmiewa postawę osoby wyśmiewanej. Śmiech, w którym czasem pływa parę milczących, dobrych osób, które z litością patrzą na ofiarę żartu...

Taki żart jest psychicznym przestępstwem. Potrafi naruszyć delikatną strukturę myśli i wlać tam bagno...

Taak. Dzisiaj w ogóle dużo jest bagna. Niewielu ludzi chyba już potrafi nie brudzić się tym całym złem i żyć po prostu...


*chwila przerwy*

A wiecie, o czym trzeba pamiętać? Życie jest kruche... Szkoda by było zmarnować je w bagnie...

piątek, 2 kwietnia 2010

Teoria pól - wstęp

Tak. To taki pierwszy post dotyczący pewnej wyimaginowanej teorii, traktującej o polach znaczeniowych słów, zdań czy nawet całych tekstów.

Wzięło mnie tak, bo mi coś do głowy przyszło. A poza tym dzisiaj tłumaczyłem, jak ja widzę znaczenie słów angielskich. Ale o tym może w następnych postach. :)

Dzisiaj napiszę tylko ogólnie, a potem będę to rozwijał, jak mi się będzie chciało.

No bo czym są pola znaczeń? To są pewne obszary, które w naszym umyśle są po prostu określonym znaczeniem danego słowa. No i w tych obszarach czasami mamy wydzielone pewne podzbiory, w których zawiera się znaczenie pewnych słów. Czasami to są zwykłe punkty, czasami proste figury z ostrymi krawędziami, a czasami rozmyte plamy.

Przestrzeń, w której się to znajduje jest wielowymiarowa, gdyż sens niektórych słów pokrywa zupełnie różne od siebie znaczenia, w zależności od wielu czynników.

Więc cała ta teoria jest wyłącznie pewnym przełożeniem procesów myślowych prowadzących do zrozumienia sensu wprowadzonego zdania na bliżej nieokreśloną geometrię.

Oczywiście można ja rozciągnąć na dłuższe formy, niż tylko na słowa. Np. można by wyobrazić sobie przestrzeń, w której znajdują się wszystkie możliwe przesłania czterowersowego wiersza. Oczywiście taka przestrzeń jest praktycznie nieograniczona. I w tej przestrzeni umieszczamy sobie jakiś wiersz. I co? Zaczyna on zajmować określone obszary naszej przestrzeni, tworząc pola znaczenia. Oczywiście każdy może dostrzec inny sens danego wiersza. Dlatego te pola mogą różnych przypadkach różnie wyglądać. A na to ma wpływ wiele czynników. No ale załóżmy, że rozpatrujemy wyłącznie zamiary autora. Może się okazać, że dany wiersz nie zajmuje tylko pól, na które wyraźnie wskazują użyte w nim słowa. Czasem wiersz ma głębię, podteksty, ukryte treści albo niewidoczny na pierwszy rzut oka sens. Możemy oznaczać różne warstwy różnymi kolorami w naszej przestrzeni, choć... To jest ciągle ten sam wiersz.

Jeśli będę miał czas, w przyszłości pojawią się rozwinięcia tej teorii, może nawet sformuje się jakaś zasada rządząca w naszym wyimaginowanym świecie pól znaczeniowych :)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Jak się pisze wypracowania na polski...

(Do przepisania)

Temat: W niewoli schematów – omów sposób kreowania obrazu uczniów w Ferdydurke, zwróć uwagę na postać narratora i język bohaterów. Analizując podany fragment, wykorzystaj znajomość powieści Witolda Gombrowicza.


Schematy – forma, w jaką wrzuca się każdą treść, nadając często jej zupełnie inne znaczenie. Tak samo jak wiersz o brzydocie może stać się pięknym dzięki wspaniałemu językowi, tak samo dorośli ludzie mogą stać się dziecinnymi, niewinnymi uczniami przy odpowiednim wychowaniu.

W podanym fragmencie awangardowej opowieści z okresu międzywojennego ta absurdalna prawda ukazana jest w zabawny, równie karykaturalny i absurdalny sposób. Gombrowicz w swojej powieści ukazuje nam niecodzienne wnioski z obserwacji świata w niezwykły, jednocześnie komedialny i dający do myślenia sposób. W tym fragmencie widzimy, jak bardzo duży wpływ na zachowanie jednostki ma otoczenie.

Narratorem i jednocześnie głównym bohaterem powieści jest Józio, trzydziestoletni człowiek szukający swojego miejsca na świecie, który zaczyna rozumieć swoją dorosłość i postanowił napisać o tym książkę. Józio przede wszystkim próbuje wyzbyć się schematu, formy, która na nim ciąży. W niewyjaśniony sposób zostaje jednak wciągnięty w rzeczywistość, gdzie forma zostaje do niego przybita niezależnie od jego woli, bez jakichkolwiek szans na sprzeciw. Pimka, groteskowy belfer porywa go do szkoły, z „trzydziestka” robiąc go siedemnastoletnim uczniem. Bohater uznaje to za absolutny absurd i próbuje na wszystkie sposoby uciec od nowej rzeczywistości. Jednak otaczający go ludzie, uczniowie szkoły, są równie groteskowi jak cała sytuacja, która zaszła. Wielu z nich popada w jedne „szkolne schematy” próbując wyrwać się z innych. Podsycani przez nauczycieli, głównie przez Pimkę, robią wszystko by uciec od przylepionej im łaty „niewinnych”, w istocie stając się coraz bardziej niewinną młodzieżą. Wśród uczniów Józio dostrzega wszystkie charakterystyczne formy stworzone przez system szkolnictwa – kujonów, młodych buntowników oraz ich przeciwników. Jedni przyjmują z góry narzucony im styl, inni buntując się przeciwko wpadają w drugi stereotyp ucznia. Jedynie jedna osoba jest jakby obok, trzyma się poza tą całą farsą. Większość jednak pokazuje typowy szkolny obrazek, jakże podobny do tego, co można nawet dziś zobaczyć w podstawówkach i gimnazjach. Młodzi ludzie są zafascynowani wszystkim tym, co oficjalnie jest niedostępne i zakazane (np. seksualnością). Mając na względzie świadomość faktu, że są obserwowani przez nauczycieli starają się z jednej strony denerwują się na widok „wizytatora”, z drugiej zaś strony robią wszystko, by wyłamać się od schematów niewinności, używają wulgaryzmów, biją się, uważając to za dowód dorosłości. Z tego powodu powstają też dwa „ugrupowania”, zbierające się wokół dwóch przeciwników, Miętusa i Syfona.

Cała sytuacja ukazana jest z zachowaniem wszystkich szkolnych schematów. Typowa bójka odbywa się na typowym szkolnym podwórzu podczas typowej przerwy w typowej szkole. Uczniowie, korzystający z przezwisk zamiast imion, posługują się udawanym, poważnym językiem, głosząc swoje szczytne idee. Wszystko to zatopione jest w grotesce, parodiującej faktyczny wizerunek szkolnego podwórka. Przeciwko „chłopakom” stają „chłopięta”. Używany wulgarny język „chłopaków”, mający udowodnić dorosłość w efekcie pogrąża ich we własnej niewinności. Tak samo wcześniej tworzenie własnego języka z połączenia rodzimych wyrazów z łacińskimi końcówkami. Wszystko to, w najbardziej dramatycznych momentach zamknięte w teatralny sposób opisu sytuacji, buduje przed nami wspaniałą parodię prawdziwego świata, ukazując choćby to, że im bardziej ucieka się od schematów, tym bardziej się w nie popada.

Gombrowicz świetnie pokazuje przykład praktycznego istnienia narzucanej formy, o której pisze w następnych rozdziałach. Uczniowie po prostu popadają w schematy, próbując z nich za wszelką cenę uciekać. Groteskowo przedstawiona sytuacja bez wyjścia dla uczniów ukazuje, jak łatwo jest narzucić człowiekowi pewny sposób zachowania. Pokazuje nam, jak w rzeczywistości, wbrew temu, co mówimy, dążymy do schematów, które są nam narzucane.

______________________
Człowiek powinien pisać tak, jakim się czuje. Człowiek staję się takim, jakim się na pisze… Tylko czemu w szkole wymaga się od nas pisania oczywistości? Rzeczy, które się po prostu widzi, o których się wie? Na szczęście zawsze można złamać jakąś zasadę i napisać coś od czapy! Niech żyje Ciastko z Kremem!

piątek, 15 stycznia 2010

Absurd w około

Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego dnia w rzeczywistości wyjętej prosto z dość popularnej z wiadomych powodów "Ferdydurke".

Dużo się zmieniło? Myślę że nie. Otaczający nas świat zmierza w kierunku przeciwnym do normalności. Forma staje się treścią, a treść przestaje mieć znaczenie. Świat depcze wszelkie idee, a ludziom wyznającym takowe coś pokazuje dosadnie, że to nie ma sensu.

Żyjemy w świecie, gdzie w zasadzie nic nie ma wartości. No bo co? Bóg? Powiedzą Ci, że nie istnieje. Człowiek? Daj spokój, pobiją, zgwałcą, wykorzystają, ogołocą z środków do życia i porzucą. Idee? Są tylko po to, by na ich gruzach budować kolejny system... A może system? Ten, który chwaląc indywidualność wszystkich robi takimi samymi. Ten, który wspierając rozwój łamie wszelkie zasady. Ten, który dając ogromną ilość przyjemności zabiera ostatnie resztki radości z życia.

System niszczy. Niszczy ludzi. Od środka. Sprowadza na ziemię wszelkie wzniosłe idee z pomocą całej armii absurdu. Wspierając rozwój niszczy chęć do rozwoju.

No np. taka szkoła. Zamiast skupić się na rozwoju umiejętności, które mają jakąkolwiek wartość, zamiast wspierać samodoskonalenie, skupia się na programie. Programie przeładowanym, wypełnionym zbędnym gównem, które często sprowadza się wyłącznie do komplikowania i tak niełatwego życia dorastającym ludziom. Zamiast kształcić logiczne myślenie, łopatami ładuje się zbędną wiedzę na parę dni, byle zdać. I zapomnieć. No i co z tego przyszło?

Otaczający nas ludzie to z reguły kompletni kretyni (przepraszam, jeśli kogoś uraziłem). Żyjemy w świecie pełnym idiotycznych plastikowych lalek sterowanych przez internet, telewizor i billbordy. Świat w zasadzie nielepszy od jakiegoś matrixa. Wszyscy jesteśmy elementami wielkiego organizmu, gigantycznej maszyny napędzanej przez petrodolary i inne zielone...

I nawet nie można się sprzeciwiać. No bo komu? Telewizorowi? No ok, można go nie mieć, a wtedy wszyscy wokół wyśmieją. Można się odwrócić, iść przed siebie, ale w końcu zostanie się samym. A to jest najgorsze.

Gdy czytamy (chyba nigdy z własnej woli) literaturę piękną, gdzie jednostka próbuje przeciwstawić się systemowi, prawie zawsze widzimy tam samotność i szaleństwo. I pewnie gdyby nie nadmierne systemowe owijanie w bawełnę tego, co każdy może po prostu zrozumieć z czytanego tekstu można by na prawdę polubić te wszystkie książki, są takie prawdziwe. Jak jeden na 20 demotywatorów. Trafi się taka perełka, która po prostu demotywuje - ukazuje wszystkie wady świata wokół czterema słowami i prostą grafiką.

Więc po co żyć?

Żeby pokazać, że i tak się da. Znaleźć sobie kilku innych ideowców, chwalić te swoje idee i się nie poddawać. Iść przed siebie z podniesioną głową, nie przejmować się tym, że wszyscy Cię wytykają palcem, że jesteś kolorem w szarym tłumie.

Bo rezygnacja z marzeń to koniec życia - przestajesz być człowiekiem, a stajesz się po prostu trybikiem maszyny polityczno-militarno-medialno-społecznej.